artykuł

Ostatnia podróż

fot. Shutterstock

Ostatnia faza umierania poprzedzona jest pewnymi objawami fizycznymi. Mogą one być rozciągnięte w czasie – trwać kilka tygodni, a nawet miesięcy lub wystąpić jednocześnie w czasie kilku dni, a nawet godzin. Umieranie jest skomplikowanym i indywidualnym procesem, dlatego objawy te nie muszą wystąpić u każdego chorego w takiej samej kombinacji i natężeniu.

Zmiany wyglądu

Jednym z pierwszych symptomów jest narastające i postępujące od nóg osłabienie. Chory nie może samodzielnie chodzić, stać, aż w końcu nawet zmienić pozycji w łóżku. Pojawiają się także problemy z mówieniem – głos staje się słabszy i mniej wyraźny. Wzmaga się także senność – chory przesypia coraz większą część doby. Nasilają się też problemy z połykaniem – początkowo tylko pokarmów, później także napojów. Kiedy stan pacjenta pogarsza się na tyle, że nie może on połknąć nawet kilku łyków płynu, należy poprzestać na zwilżaniu ust wodą lub sztuczną śliną.

Zmieniać się zaczyna także ogólny wygląd ciała – skóra może przybrać woskowy wygląd, kolana, łokcie i nos stają się chłodne w dotyku, a płatki uszne wiotczeją, przylegając płasko do głowy. Występujące na przemian nagłe zmiany temperatury (wysoka gorączka, zwana „gorączką przedśmiertną”, ustępująca za chwilę niskiej ciepłocie ciała) wywołane są utratą zdolności termoregulacji. Jeśli wysoka gorączka utrzymuje się i powoduje złe samopoczucie chorego, należy podać lek na obniżenie temperatury.

Zmiany fizjologiczne

U umierającego często obserwuje się też okres niepokoju i wzmożonej ruchliwości. Opieka w tym czasie polega głównie na zapobieganiu upadkom i uderzeniom, dlatego barierki i brzegi szpitalnego łóżka należy wyścielić miękkim materiałem lub gąbką. Jeśli chory przebywa w domu, można uformować wokół łóżka barierkę z krzeseł lub przenieść posłanie na materac lub wyścieloną podłogę.

Kolejnym objawem ostatniego stadium choroby jest stopniowy zanik wydalania moczu na skutek ustawania pracy nerek. Mocz przybiera ciemną, brunatnawą barwę. Często występują problemy z oddychaniem, najczęściej w postaci bezdechu, który może trwać nawet do 45 sekund. Na etapie tym podawanie tlenu nie jest raczej w stanie niczego zmienić, oczywiście nie może też zaszkodzić, dlatego jeśli rodzina wyraża taką prośbę, należy podać choremu rurkę z tlenem.

Rzężenie w gardle to objaw, który bardzo trudno jest znieść bliskim pacjenta. Wywołany jest on całkowitym rozluźnieniem ciała. Kiedy odruch kaszlowy zanika, nawet nieduża ilość wydzieliny, która dostanie się do rozluźnionych strun głosowych, powoduje trudne do wytrzymania dla czuwającej przy chorym rodziny głośne charczenie. Odsysanie wydzieliny najczęściej niewiele pomaga, dużo skuteczniejsze jest podawanie leków ograniczających wydzielanie śluzu. Czasem pomaga także zmiana ułożenia ciała, np. z pleców na bok.

Ciało chorego w ostatnim stadium choroby słabnie coraz bardziej, dlatego koncentruje się na utrzymaniu pracy najważniejszych narządów: mózgu, serca i płuc, rezygnując z kontynuowania pracy mniej ważnych organów. Tak więc gdy trawienie jest dla organizmu zbyt wielkim obciążeniem – chory traci apetyt, gdy funkcjonowanie nerek jest niemożliwe – zatraca zdolność połykania płynów. Kathy Kalina, pielęgniarka hospicyjna, w swojej książce pt.„Akuszerka dusz”, twierdzi, że w tym stadium choroby karmienie przez zgłębnik, aparatura odsysająca, kroplówki i tym podobne środki bardziej przeszkadzają choremu niż pomagają, odbierając mu przede wszystkim potrzebny spokój.

Zmiany psychiczne

Umieranie to nie tylko proces fizyczny. Bardzo istotne jest przygotowanie się rodziny i bliskich na zmiany zachodzące w psychice chorego, który odchodzi. Pierwszym balastem, jakiego pozbywa się chory, są sprawy materialne. Chory traci zainteresowanie rzeczami, które lubił do tej pory robić. Wszelkiego rodzaju rozrywki (muzyka, telewizja), a nawet ciche rozmowy są przez chorego z trudem tolerowane, gdyż zaczyna on potrzebować i szukać przede wszystkim ciszy.

Bolesnym dla rodziny etapem duchowego umierania jest zerwanie związków. Pacjent może odpychać osoby, które najbardziej go kochają, są blisko niego od wielu tygodni czy miesięcy, opiekują się nim i okazują mu całą swoją troskę i dobroć. Nie wolno utożsamiać tego odtrącenia z brakiem miłości. Jest to raczej wczesne pożegnanie – chory potrzebuje zdystansowania się od osób, od których odchodzi, i skupienia się na celu, w kierunku którego zdąża. Bez etapu zerwania więzi to przygotowanie się do ostatecznego odejścia byłoby niemożliwe. Kathy Kalina wspomina pacjenta, który pewnego dnia zabronił siadać ukochanemu psu przy swoim łóżku. Pacjent ten umarł trzy dni później.

Kolejny etap to okres duchowego niepokoju, objawiający się np. próbą wstawania z łóżka, zdejmowania z siebie ubrania i uporczywą chęcią wykonania jakiejś czynności. Chory, któremu zabroni się wstawania z łóżka, może się rozzłościć lub obrazić na opiekunów. Faza niepokoju trwa zazwyczaj dwanaście do dwudziestu czterech godzin, a po jej zakończeniu chory jest zwykle bardziej wyciszony, spokojny i pogodzony z losem niż przedtem. Etap ten określany jest czasem jako „niepokój przedśmiertny”, ponieważ śmierć następuje średnio po kilku godzinach lub dniach.

Osoby na co dzień towarzyszące umierającym mówią też o okresie, w którym chory zdaje się na nowo przeżywać swoje życie. Niektórzy pacjenci nie opowiadają o swoich doświadczeniach, ale zdają się w nich autentycznie uczestniczyć. We własnych łóżkach opiekują się dziećmi, wykonują prace fizyczne, domowe, spełniają zawodowe obowiązki.

Na pograniczu światów

Kiedy czas śmierci jest bardzo bliski, chorzy osiągają wyższy poziom świadomości. Kathy Kalina pisze, że jeśli by porównać cały proces umierania do podróży, to fazą końcową jest przejście przez most. Kiedy pacjenci zbliżają się do drugiego brzegu, widzą cel swojej podróży, zachowując jednocześnie świadomość kontaktu z otaczającymi ich ludźmi. W etapie tym umierający intensywnie wpatrują się w sufit, a ich wzrok wędruje w różnych kierunkach. Kiedy ktoś z bliskich przerwie ciszę, chory na krótką chwilę odwraca wzrok w jego stronę, po czym ponownie wraca spojrzeniem na sufit. Czasem zdarza się, że chorzy poruszają ustami, jakby rozmawiając, zaciskają usta i marszczą brwi, po czym znów ruszają ustami.

Rodzina opiekująca się chorym musi być także przygotowana na doświadczenia „z pogranicza światów”. Wielu umierających mówi wprost, że widzi zmarłych krewnych, którzy przychodzą ich odwiedzić, rozmawiają z nimi lub po prostu milcząco stają w drzwiach. Zdarza się też, że chorzy mówią o obecnych w pokoju aniołach lub pięknych, nieznajomych osobach. Właściwie nigdy się nie zdarza, żeby umierający był tymi wizjami wystraszony.

Rozmowa i modlitwa

W ostatnim stadium choroby zaleca się oszczędzenie choremu zbędnych ruchów. Po uzyskaniu pewności, że chory nie cierpi z powodu bólu, ulgę przynieść mogą także: sól fizjologiczna (sztuczne łzy) – jeśli umierający nie zamyka oczu; sztuczna ślina albo krople wody – jeśli ma spierzchnięte, wysuszone usta.

Jeśli chory i jego rodzina są wierzący, nieocenioną pomocą w tym najtrudniejszym, końcowym momencie życia jest intensywna modlitwa. Osobom niewierzącym ulgę przynosi rozmowa o umierającym, jego życiu i zasługach.

Bibliografia:

1. Ks. A. Bartoszek – „Człowiek w obliczu cierpienia i umierania”, Katowice 2000.

2. K. de Walden-Gałuszko – „Podstawy opieki paliatywnej”, PZWL 2004

3. K. Kalina – „Akuszerka dusz”, Warszawa 2001.

4. www.borgis.pl

5. www.oncology.pl

6. www.opanowacbol.pl

7. www.nfz.gov.pl

8. www.hospicja.pl

***

Konsultacja:

1. Lek. med. Janusz Machalica, chirurg II stopnia specjalizacji (w trakcie specjalizacji z medycyny paliatywnej), Hospicjum Miłosierdzia Bożego w Słupsku.

2. Mgr Bożena Dobies, pielęgniarka oddziałowa z Hospicjum Miłosierdzia Bożego w Słupsku.

3. Teresa Jerzyk, dyrektor Hospicjum Miłosierdzia Bożego w Słupsku.

Ocena: 

Komentarze

Obrazek użytkownika Alicja
Alicja wt., 28/06/2011 - 21:09
Natrafiłam na ten tekst co najmniej o miesiąc za późno. Szkoda, że nikt z personelu medycznego nie miał czasu na tłumaczenie jakie procesy zachodzą w organizmie chorego a jedynie informowano o beznadziejnym stanie. Nasz tato zmarł 24 VI br , wczoraj był pogrzeb. To był człowiek - żywioł. Serdeczny dla innych i wesoły, społecznik. Tym trudniej było nam zrozumieć, dlaczego tak się zmienił. 2 IV br. osobiście pojechał samochodem na planowaną wizytę. Wyniku były złe, więc został w szpitalu. Diagnoza - ostra białaczka szpikowa. Ginął w oczach. Z dnia na dzień stawał się słabszy. Dość szybko przestał z nami rozmawiać i stał się drażliwy. Nie podejmował żadnego tematu. Spuszczał głowę i godzinami tak siedział, albo odwracał ją w bok, jakby odgradzał się od nas. Jego odpowiedzi były zdawkowe i podszyte złością. Później odmawiał jedzenia i picia. Każdy dźwięk go drażnił, nawet szczebiot jego ukochanej wnuczki, która zaczęła się bać. Nie mogliśmy tego zrozumieć, dlaczego wiedząc, że ma tak mało czasu nie chce być z nami blisko, nie chce nacieszyć się widokiem i obecnością kochającej go rodziny. Teraz już wiem dlaczego. Jednak, gdybym ten artykuł znalazła wcześniej, to w tych ostatnich tygodniach życia nie zadręczalibyśmy go wizytami, namawianie na jedzenie, opowiadaniem o życiu codziennym, o kwiatach w ogrodzie o śpiewie ptaków. Chcieliśmy go na siłę zawrócić z tej podróży, ale tylko przysporzyliśmy mu trudu w jej pokonywaniu. Dziękuję, że mi wytłumaczono dlaczego tak się działo. Przekażę tę wiedzę mojej mamie, mojemu rodzeństwu. Inne światło zostało rzucone na te ostatnie ciężkie dla nas wszystkich tygodnie. Dziękuję.
Obrazek użytkownika Anonim
Anonim czw., 20/10/2011 - 17:40
no tak. Dlaczego nie można dodać komentarza?
Obrazek użytkownika grazynat3
grazynat3 czw., 20/10/2011 - 17:40
Nie mogę dodać komentarza
Obrazek użytkownika grazynat3
grazynat3 czw., 20/10/2011 - 17:43
Przyjmujecie jedyne pozytywne komentarze?
Obrazek użytkownika Elżbieta
Elżbieta śr., 28/12/2011 - 15:24
Od dwóch lat walczymy z rakiem niestety przegrywamy,ale zrozumienie stanów emocjonalnych chorego pozwala oswoić się z ostatecznym.Bardzo dziękuję za ten artykuł. Uważam, że nie umiemy rozmawiać na temat śmierci,milczenie ma nas chronić przed bólem,chorobą śmiercią.....
Obrazek użytkownika Bozena
Bozena czw., 29/12/2011 - 01:13
Dobrze, ze wogole trafilam na ten artykul; opiekowlam sie chora ciocia, pozniej jej maz zabtbral ja i sam "opiekowal" sie , az w koncu trafila do szpitala; gdy tam przyjechalysmy z mama, ciocia byal w zasadzie w ostatnim stadium umierania; ale... nie wiedzialysmy o tym; lezala sama w sali, pielegniarki tylko wpadly aby zmienic pampers i potem znikaly; nikt nam nie powiedzial ze tak naprawde umiera !!!! przeciez to zwykla bez dusznosc personelu szpitalnego !!!! a moze sami nie posiadaj wiedzy i trzesa portkami gdy ktso umiera??? to moze robic selekcje zanim ktso podejmie decyzje o byciu "pigula " ??? nie pozegnalam sie z ciocia, ani moja mama; gdybysmy mialy te wiedze co teraz, nie umieralaby sama !!!! a tego zycze tym dwom wrednym pielegniarkom z oddzialu wewnetrzego Szpitala w Tychach na osiedlu A ,ktore napatoczyly sie na dodatek pod koniec jej bardzo ciezkiego zycia !!!!
Obrazek użytkownika RITA
RITA wt., 14/02/2012 - 22:19
DZIĘKUJĘ ZA TEN ARTYKUŁ. DZIŚ RANO UMARŁA MOJA BABCIA. GDYBYM MIAŁĄ TĘ WIEDZĘ KILKA DNI TEMU POZWOLIŁABYM JEJ ODEJŚĆ W DOMU, W SPOKOJU... ZACZĘŁO SIĘ OD GORĄCZKI, TERAZ WIEM PRZEDŚMIERTNEJ. WALCZYŁAM Z TEMPERATURĄ CAŁĄ NOC. WSPÓLNIE Z LEKARZAMI PRÓBOWALIŚMY JĄ RATOWAĆ, ALE POSTĘPOWAŁO TO BARDZO SZYBKO - DOBA OD GORĄCZKI... ZMARŁA W HOSPICJUM, A MY WIERZYLIŚMY, ŻE COŚ SIĘ JESZCZE DA ZROBIĆ. ZA PÓŹNO. W PRZYSZŁOŚCI BĘDĘ MĄDRZEJSZA...
Obrazek użytkownika ania
ania ndz., 11/03/2012 - 12:00
Nie znałam tego artykułu, ale intuicyjnie wiedziałam, co robić, gdy umierał mój tata. Zachowałam się wręcz książkowo, podczas gdy mama panikowała, ja ją uspakajałam, bo wiedziałam, że musi odejść w spokoju... I tak odszedł...

Dodaj komentarz

Email nie zostanie opublikowany.
CAPTCHA
Poniższe zadanie ma na celu stwierdzenie, czy jesteś człowiekiem, a tym samym przeciwdziałanie spamowi.
Graficzne pułapki CAPTCHA
Wprowadź znaki widoczne na obrazku.

Multimedia

fot. Shutterstock