Trzeba się badać, nie bać leczenia i z całych sił chcieć żyć – twierdzą specjaliści od walki z rakiem. To prawda. Dodam jednak coś od siebie, opierając się na historii choroby swojego ojca – pod warunkiem, że: a) twój lekarz w porę pozna się na rzeczy, b) zdobędziesz miejsce w Centrum Onkologii i c) raczej jesteś szczęściarzem. Gdyby jednak przyszło umierać, pamiętaj – jak najdyskretniej! Lekarze tego nie lubią...
Odkąd pamiętam, ojciec regularnie odwiedzał urologa. Ma łagodny przerost prostaty, który – jak twierdzi lekarz – wymaga jedynie obserwacji. Ale od kilku tygodni ojciec ma coraz większe kłopoty z oddawaniem moczu. Urolog przepisuje mu coraz to nowe leki ziołowe. Mam wrażenie, że nie pomagają. Ojciec chodzi do toalety już co 10-15 minut. Przez cały czas odczuwa bolesne parcie na pęcherz. Lekarz kieruje go na USG. Ogląda wyniki, kiwa głową i odkłada je na bok. Potem przepisuje kolejny lek ziołowy.
– I co, idzie pan do szpitala? – pyta pielęgniarka, kiedy ojciec z plikiem recept opuszcza gabinet lekarza. – Nie? – pielęgniarka jest zaskoczona. – Lepiej niech pan to zrobi. Widziałam pana wyniki USG. Nie jest z panem najlepiej... – dodaje szeptem.
W przyszpitalnej przychodni ojciec dowiaduje się, że od razu musi się położyć na oddziale urologicznym. Nikt nie tłumaczy mu ani dlaczego, ani po co. Na drugi dzień udaje mi się dopaść lekarza. – Są zmiany w pęcherzu moczowym. Będzie zabieg, endoskopia – słyszę. – Postaram się to usunąć bez otwierania jamy brzusznej, tylko przez cewkę moczową.
Ciągle nie podejrzewamy najgorszego. Operacja przez cewkę nie wydaje się straszna. Nareszcie będzie po kłopocie.
„To” jest duże
Ojciec wjeżdża na salę operacyjną, a po piętnastu minutach... z niej wyjeżdża. – Prawie cały pęcherz jest zajęty – mówi chirurg. Usunąłem tego, ile mogłem, ale dużo jeszcze zostało. Wycinki pójdą do badania. Podejrzewam, jestem właściwie pewien, że to rak.
A więc rak. Rzecz, której nie udało się usunąć z pęcherza, a którą lekarz określa jako „to”. „To” leczone od lat przez urologa z przychodni ziółkami. Słyszę, ale jeszcze nie rozumiem. Skoro nikt go wcześniej nie wykrył, musi być niewielki – myślę. Przecież – jak zapewniają czasopisma i okolicznościowe plakaty – rak wcześnie wykryty jest wyleczalny. Pierwszy warunek wygrania walki z rakiem to regularne badania. A ojciec cały czas był pod opieką lekarza i zgłaszał mu swoje dolegliwości.
– Co będzie dalej? – pytam lekarza. – Zależy od wyników badania – odpowiada. – Ale „to” jest duże.
2008-03-08 08:25:34
fido83
Bardzo często niestety odpowiedzialność za zbyt późną diagnozę raka spoczywa na barkach lekarzy rodzinnych. Niepubliczne placówki zdrowia oszczędzają każdy grosz, pacjent nie ma czasami szans aby otrzymać skierowania na podstawowe badania diagnostyczne. Chory system
2008-02-10 21:55:15
ela.k64
W pełni Cię rozumiem przeszłam przez to samo z moim umierającym 20-to letnim synem. Nikt nie miał odwagi powiedzieć nam prawdy. A gdy doszło do najgorszego w okół nas nie było nikogo kto mógłby nam pomóc. Pomimo faktu że znajdowaliśmy się w szpitalu a nie w domu.
2008-01-24 15:52:07
krystyna.malgorzata
moj maz mial ostra bialaczke limfpblastyczna lezal w najspanialszej klinice hematologii byl prowadzony przez najwspanialszych hematologow w tej klinice serdecznosc lekarzy pielegniarek i calego personelu daje odczuc sie na kazdym kroku. Pacjenci sa traktowani jak rodzina.Ale coz nie mial szczescia pomimo udanego przeszczepu szpiku w 14 miesiecy po przeszczepie dostal wznowy choroby nawrot byl tak zlosliwy ze pomimo podawania krwi plytek i leku nowej generacji glivecu 29 listopada ubieglego roku zmarl. A wszystkiemu winiem byl chromosom philadelphia ph+. Moj maz mial 49 lat do ostatniej chwili walczyl nie poddawal sie.Smierc bliskiej osoby jest dla nas tragedia ale za wszystko nie mozna obwiniac lekarzy
2007-12-01 06:49:09
adam
Wszyscy porzeżywają chorobę bliskich, ale zachowują się tak jakby byli poza wszelkimi zagrożeniami.
Jesli w Twojej rodzinie pojawił sie nowotwór, to Daj znać-nie czekaj na moment krytyczny
www.natura.fe.pl
2007-10-30 13:47:21
esiek
Moja mama walczy z rakiem jelita grubego od ponad roku pomimo zabiegu operacyjnego i chemioterapii adjuwantowej /wg DUkesa -5FU,leucovorin/ ze wzgledu na zawansowanie/ 2 st klasyfikacji histopatologicznej/ pojawily sie juz przerzuty do otrzewnej ,pluc i watroby ,,wine za pozne rozpoznanie ponosi chirurg w rejonie/ Lublin/pomimo ze w wywiadzie podawala ze ma zmiany oproznien ,i wystepuje krwawienie ,to lekarz zbagatelizowal sprawe uznajac ze to napewno hemoroidy ,i przepisal bez badania leki przeciw hemoroidom ,a to sie okazalo co innego az doszlo to calkowitej niedroznosci jelita z powodu masy guza ,Takich mamy niestety niektorych lekarzy.co przykro mi mowic
2010-02-27 18:34:44
adka
Również moja mama od roku walczy z chorobą. Ma raka piersi, lekarka pierwszego kontaktu na badaniach robionych prywatnie na zadane przez mame pytanie odpowiedziała "zmiany wewnatrz piersi oraz ich ból są rzeczą normalną w pani wieku, zaczyna pani przecieć przekwitanie." Tak sie zaczeło... Ale minie dawało to spokoju, wraz z rodzina wysłalismy mame na badania. Okazało się, że to rak. Później juz tylko operacja-amputacja piersi, przezuty na płuca, watrobe, chemioterapa. Teraz mama dzielnie walczy. Waży 40 kg, nie ma siły sama chodzic.. Mamy to szczęście,że lekarze prowadzący mame są bardzo życzliwi i wyrozumiali....